O RODZINIE, RÓŻNE TAKIE, Z ŻYCIA WZIĘTE

Po co komu nauki o rodzinie?

To ja w dniu złożenia papierów na Wydziale Matematyki i Informatyki w Poznaniu. Pięć lat młodsza i dziesięć kilo lżejsza. Pełna optymizmu. Matematyko, nadchodzę! Przede mną świetlana kariera naukowa! I tak, po pięciu latach, udało się. Właśnie obroniłam licencjat z nauk o rodzinie 😉 

Bo to przyszłościowo trzeba

Decyzja o rozpoczęciu studiów nad rodziną dojrzewała we mnie dość długo. Przez wszystkie szkolne lata, kiedy interesowało mnie niewiele poza matematyką i kolegami mojego brata, nie miałam pojęcia, że zawędruję właśnie tutaj. Miesiąc po rozpoczęciu trzeciego roku na WMiI rzuciłam wszystko i pojechałam w Bieszczady tylko, że zupełnie inaczej i na odwrót. Oprócz kierunku zmieniłam tryb studiów z dziennego na zaoczny, przeprowadziłam się do Warszawy i zaczęłam pracę na wystawie budowli z klocków LEGO 🙂 Nasłuchałam się oczywiście tych wszystkich nieszkodacijów, stratoczasowców i acopotymów. Bo przyszłościowo trzeba, a to to takie nieprzyszłościowe, takie humanistyczne, społeczne, takie fuj. Możecie mi wierzyć lub nie, ale dla mnie bardziej przyszłościowy kierunek nie istnieje.

Największa wartość, największy kryzys

Według badań CBOS, przeprowadzanych regularnie wśród Polaków, rodzina wciąż jest najwyżej cenioną przez nas wartością. Troszczymy się o jej dobro i harmonijne funkcjonowanie. Okazuje się jednak, że nie jest to takie proste. Coraz więcej małżeństw się rozpada, w większości jako przyczynę podając niezgodność charakterów. Każdy z nas ma wśród znajomych osoby, które doświadczyły negatywnych skutków rozwodu – czy to własnego, czy rodziców. Według raportu “Rozwód? Przemyśl to.” Fundacji Mamy i Taty, to problemy z komunikacją są największym wrogiem par. Małżonkowie nie potrafią ze sobą rozmawiać, ignorują symptomy kryzysu i wzbraniają się przed pójściem na terapię. Nic dziwnego, że obserwując obecny stan rzeczy, młodzi ludzie mają trudności z podjęciem decyzji o małżeństwie. Po co, skoro i tak wszystko się niedługo rozpadnie?

Okazuje się, że życia rodzinnego trzeba się uczyć. Można by pomyśleć, że skoro całe życie jestem w rodzinie, to przecież wiem już o jej tworzeniu wszystko. Wygląda to jednak tak, że w większości przykład bierzemy z naszych rodziców. Bardzo prawdopodobne jest, że będziemy reagować na trudności w taki sposób, jaki zaobserwowaliśmy u naszych bliskich (zdarza się, że mimowolnie powielamy schematy ich działania, nawet gdy uznajemy je za negatywne). Często jest też tak, że żyjąc w rozbitej rodzinie, po prostu brakuje nam pozytywnych wzorców. Bardzo istotne jest, by uświadomić sobie jakie schematy w sobie nosimy, zrozumieć z czym powinniśmy walczyć i poszukać dobrych przykładów.

Po co komu kursy przedmałżeńskie?

Pomocą dla przyszłych małżonków mają być kursy przedmałżeńskie. Niestety sporo z nich, przez swoją formę, miejsce i charyzmę prowadzących, zniechęca młodych, a niektóre pary już z założenia nie chcą brać w nich udziału uznając, że to strata czasu. To wielka szkoda, bo kursy, poza tym, że powinny dać narzeczonym narzędzia do prawidłowej komunikacji w związku, mają też pomóc im zweryfikować czy w ogóle podejmują słuszną decyzję i czy dojrzeli do małżeństwa. Mają dać do myślenia: czy robię to świadomie i w wolności? czy może dlatego że mama ciśnie? albo dlatego, że już tak długo mieszkamy razem, że by w końcu wypadało, bo ludzie gadają? a co, jeśli, nie daj Boże, w trakcie kursu okaże się, że tak naprawdę tego go nie chcę, ale zaliczka już zapłacona i zaproszenia rozdane? Kochani! W du*ie z zaliczką i w du*ie zaproszeniami! Tu naprawdę chodzi o całe Wasze życie. To, co inni o Was pomyślą ma na Was wpływ tylko taki na jaki sami pozwolicie. Już na starcie potrzebne jest Wam myślenie “to decyzja na zawsze!”. Jeżeli będziecie mieli z tyłu głowy, że jak będzie naprawdę ciężko to pyk-rozwód-i po sprawie – gwarantuję – jesteście w grupie ryzyka.

Odpowiednie rozeznanie sytuacji i przygotowanie do ślubu jest więc kluczowe. W końcu składam drugiej osobie przysięgę, że będę z nią na dobre i na złe DO KOŃCA ŻYCIA. Nie tylko na czas kiedy będzie nam ze sobą miło i przyjemnie. Nie tylko wtedy, gdy wszystko będzie szło po naszej myśli. Przysięgam, że będę z Tobą, gdy po raz kolejny mnie rozczarujesz, gdy sprawisz mi przykrość, gdy nie będzie mi się chciało z Tobą gadać, gdy znowu będę musiała po Tobie posprzątać, gdy zobaczę Twoje słabości, kiedy zrozumiem, że Cię nie zmienię, kiedy wyrzucą Cię z pracy, kiedy znowu pokłócimy się o to samo, kiedy Twoja mama będzie mnie denerwować.

Ręce pełne roboty

Wsparcie na wielu różnych płaszczyznach jest dziś potrzebne rodzinom jak nigdy. W swojej pracy bardzo chciałabym młodym “odczarować” małżeństwo oraz pokazywać im, jak wielkim darem jest każde nowe życie. Bez pouczania i prawienia kazań. Nie mnie jest oceniać jaką kto wybrał sobie drogę. To co mogę, to rozmawiać, towarzyszyć, wspierać i zachęcać do podejmowania odważnych decyzji. Marzy mi się wiele rzeczy: kursy przedmałżeńskie, mediacje rodzinne i miejsce wsparcia dla kobiet w kryzysowej ciąży. Na razie piszę dla Was i mam nadzieję, że czytacie 🙂 Jeśli tak – dajcie znak 😉

lic. prawie jak prof. Gosia

Tagged ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *