MACIERZYŃSTWO, Z ŻYCIA WZIĘTE

Dziecko = lot na Księżyc?

Czytam sobie styczniowy tekst Czy istnieje życie po porodzie?  i uśmiecham się nad moim opisem macierzyńskiej sielanki.

(…) A tak poza tym życie toczy się dalej. Z niektórych rzeczy musieliśmy zrezygnować, ale zyskaliśmy za to inne. Ula nie przeszkodziła nam w utrzymywaniu kontaktów towarzyskich, wręcz przeciwnie – przyciąga do domu kolejnych gości. Nie musimy rezygnować ze studiów i swoich pasji.  Mamy też milion pomysłów gdzie pojedziemy i co będziemy chcieli pokazać Uli, kiedy zacznie bardziej kumać. A teraz spacerujemy, tańczymy, śpiewamy i po prostu dobrze się razem bawimy ?

No tak… to było miesiąc po porodzie, kiedy baby blues w końcu odpuścił i zaczęłam dostrzegać wszystkie pozytywne strony macierzyństwa. Trochę jednak od tego czasu minęło. Mąż musiał wrócić do pracy i pracować nawet więcej niż wcześniej, bo przecież za coś trzeba te pampersy kupić. Znajomi, mimo najszczerszych chęci, też mają pracę i swoje zajęcia, więc przez większość czasu jesteśmy z Ulą zdane wyłącznie na siebie. Wieczorne wyjścia, mimo, że się zdarzają, wymagają niezłych akrobacji. Owszem, nie zrezygnowałam ze studiów, a Mateusz z muzyki, ale nie jest wcale łatwo poświęcać na nie tyle czasu ile wcześniej. Do tego dochodzi codzienna rutyna:

Kaszka – Kawa – Zabawa — Sklepy – Spanie – Odkurzanie — Obiadek – Deserek – Spacerek — Zabawa – Kąpanie – Spanie. I tak w kółko.

Kryzysy gonią kryzysy

Te laktacyjne, kiedy mleka było raz za dużo, raz za mało, mam już za sobą. Ale pojawiają się kolejne. Skoki rozwojowe. 5 tydzień, 8 tydzień, 11 tydzień, 4 miesiąc, 6 miesiąc, 8 miesiąc, 11 miesiąc… a to tylko pierwszy rok! Do tego mniejsze i większe kryzysy małżeńskie. Obustronne niezrozumienie, żale, odreagowywanie stresu na sobie nawzajem. “Dlaczego wychowanie dziecka musi być takie trudne?!” – pyta Mateusz po kolejnej kłótni o to, kto się kogo bardziej czepia w opiece nad małą. Trudne jak cholera i nie mam zamiaru przekonywać Was, że jest inaczej.

Nie zrozumcie mnie źle. Wychowanie małego człowieka to jedno z najbardziej ambitnych i doniosłych zadań jakie możemy dostać. Obserwowanie jego rozwoju przynosi taką radość i satysfakcję, których nie można porównać z niczym innym. Pamiętam nasze podekscytowanie, kiedy Ula zaczęła obserwować swoje rączki (!), albo kiedy przewróciła się na bok, lub teraz kiedy rozmawia z nami po swojemu, chodzi przy meblach i próbuje tańczyć do muzyki Krzysztofa Krawczyka. Opieka nad dzieckiem zmienia również nas. Rozwijamy się my i dojrzewa nasze małżeństwo. Kiedy patrzę na nasze zdjęcia sprzed narodzin Uli, widzę, że jesteśmy teraz zupełnie innymi ludźmi. I to nie tylko dlatego, że sporo przytyliśmy;)

Prawdą jest jednak to, że jest trudniej, niż się spodziewałam. Ale wiecie co?

Ja nie chcę mieć łatwego życia!

Byliśmy ostatnio w kinie na filmie “Pierwszy człowiek”, opowiadającym historię Neila Armstronga i programu Apollo. Wszystko zaczęło się w 1961 roku, kiedy prezydent J.F. Kennedy zadeklarował, że do końca dekady Amerykanie wylądują na Księżycu. Powiedział, że zrobią to nie dlatego, że jest to łatwe, ale właśnie dlatego, że jest trudne. I faktycznie, 20 lipca 1969 roku “Orzeł wylądował”, a Neil Armstrong postawił pierwsze kroki na Księżycu (chyba, że wierzycie w teorie spiskowe :)).

Używając luźnych skojarzeń, jak w Śpiewających Fortepianach, przełożyłam to sobie na nasze życie. Chcemy robić rzeczy trudne, bo właśnie one nadają życiu sens i pomagają nam się rozwijać. Budujemy małżeństwo, jesteśmy rodzicami, staramy się żyć według chrześcijańskich wartości – to jest właśnie nasz lot na Księżyc.

Do podejmowania wyzwań zachęcał też papież Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży:

” Ale jest też w życiu inny, jeszcze bardziej niebezpieczny paraliż, dla młodych często trudny do rozpoznania, którego uznanie sporo nas kosztuje. Lubię nazywać go paraliżem rodzącym się wówczas, gdy mylimy szczęście z kanapą! Sądzimy, że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy. Kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie. (…) Kanapa na wszelkie typy bólu i strachu. Kanapa sprawiająca, że zostajemy zamknięci w domu, nie trudząc się ani też nie martwiąc. “Kanapaszczęście” jest prawdopodobnie cichym paraliżem, który może nas zniszczyć najbardziej; bo po trochu, nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się ospali, ogłupiali, otumanieni. (…) Z pewnością dla wielu łatwiej i korzystniej jest mieć młodych ludzi ogłupiałych i otumanionych, mylących szczęście z kanapą; dla wielu okazuje się to wygodniejsze, niż posiadanie młodych bystrych, pragnących odpowiedzieć i na wszystkie aspiracje serca. Pytam was: czy chce być ospali, ogłupiali, otumanieni? Czy chcecie, żeby inni decydowali o waszej przyszłości? Czy chcecie być wolni? Rozbudzeni. Walczyć o waszą przyszłość? “

No właśnie, a co jest Waszym wstaniem z kanapy / lotem na Księżyc? 😉

Tagged ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *