Z ŻYCIA WZIĘTE

… a po drugim porodzie?

Hej hej!

Niespełna 2 lata temu przekonywałam Was, że życie po porodzie istnieje. A jak jest tym razem? 🙂

Mój VBAC

Pewnie mi nie uwierzycie, ale drugi nasz poród był CUDOWNY. Zapytajcie Mateusza 😉 Po pierwszym zostało nam trochę traumy, bo trwał bardzo długo, był na maksa zmedykalizowany, a ostatecznie zakończył się cesarskim cięciem. Do tego doszedł baby blues, powikłany połóg i problemy z karmieniem, więc trochę obawiałam się jak będzie następnym razem. Do drugiego porodu przygotowałam się więc już lepiej. Przede wszystkim mentalnie – bardzo polecam grupę wsparcia Naturalnie po cesarce, gdzie codziennie kolejne dziewczyny przekonują, że się da. Po drugie fizycznie: zdecydowanie lepiej czułam się, kiedy zamiast wylegiwania i cackania się ze sobą, zajmowałam się Ulą. Najlepsze ćwiczenia porodowe – długie spacery plus siadanie na podłogę i wstawanie w nieskończoność. Mój drugi poród był bardzo szybki i naprawdę dobrze mi się rodziło! Zrozumiałam o co chodzi w tej całej pracy ze skurczem i uwierzyłam, że mam moc wydania nowego człowieka na świat! Przede wszystkim fakt, że urodziłam Marylkę naturalnie niesamowicie mnie podbudował. Karmienie to teraz nie problem. Nie poddałam się, mimo, że początki były bardzo trudne. A korzyści z tego co nie miara, więc gorąco polecam! 

Ogarnij to 

W ciąży zastanawiałam się jak to jest możliwe, żeby ogarniać dwójkę dzieci naraz. Trochę tak jak podczas pierwszej jazdy na kursie, kiedy instruktor zabiera Cię od razu w miasto, a ty zastanawiasz się, jak można wykonywać tyle czynności jednocześnie i nie zginąć po 5 minutach. Okazało się, że idzie to dużo łatwiej niż mi się wydawało (i z samochodem, i z dziećmi). Oczywiście miewamy różne dni. Kiedy ostatni raz zabierałam się za ten wpis, cała odpowiedź na tytułowe pytanie brzmiała „NIE”. No bo na przykład usypianie dziewczyn, gdy jestem z nimi sama wieczorem to tragedia. Albo ten moment, kiedy po godzinie ciszy i spokoju (gdy nałożą im się drzemki), nagle obie zaczynają płakać, a ja mam jeszcze do zrobienia obiad. Albo kiedy jedziemy po osiedlu naszym podwójnym wózkiem i spotykamy spojrzenia mówiące „ooo ido pińcet plusy”. No, to akurat najmniej mnie rusza, bo, jak mawiają rodzice, ja nie jestem „wszyscy” 🙂

Dobrze jest!

Ale jest też masa plusów. Ot, chociażby to, że dużo więcej już wiem. Znikają doradcy nazwani przeze mnie „Poszukiwaczami Zaginionej Czapeczki” – czyli ci, którzy wiedzą najlepiej jak powinnaś zajmować się swoim dzieckiem. Zaskoczyło mnie też to, że udaje mi się czasem odpocząć. Myślałam, że będę wiecznie zmęczona, a jest naprawdę dobrze! Fakt, że tak długo nie pisałam wynikał głównie z mojego lenistwa, a nie z totalnego braku czasu. No i relacje w małżeństwie – miód malina. Nie to, że się nie kłócimy 😉 Ale jesteśmy zgranym teamem i idziemy przez to wszystko ramię w ramię i pampers w pampers. 

A więc po raz kolejny potwierdzam: żyjemy i mamy się dobrze 🙂

… a po trzecim?

Tagged

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *